Jak nie miałam dzieci, byłam mądra. Teraz mam dzieci

© Fotookiem Maciej Kornatowski
Słodyczy, bajek, smartfonów - czego to ja miałam zabraniać moim dzieciom. Strasznie byłam mądra, gdy jeszcze nie miałam dzieci. A teraz? Teraz mam dzieci.

Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. W rodzicielstwie się to sprawdza. Ile razy wściekałam się na rodziców, że czegoś mi nie wolno, a teraz wiem, że tego samego będę zabraniać swoim synom. Z drugiej strony, ile razy zastanawiałam się, jak można uczynić telewizor i słodycze "czasoumilaczami". Wszystko zrozumiałam, gdy próbowałam pracować, a mój syn chciał za wszelką cenę spędzać wtedy czas ze mną lub kimś/czymś równie ciekawym.



Po pierwsze bajki. Mój starszy syn ma dopiero dwa lata. Kiedy wstaje rano, przybiega do mnie do łóżka i mówi: "telewizor, włączyć? tak? dobra!" i, zanim ja zdążę otworzyć drugie oko, telewizor już gra, a ja trzymam w ręku pilota, którym mam przełączyć na bajki. Niestety często zdarza mi się popołudniami siedzieć przed komputerem, zwłaszcza jesienią i zimą, gdy w ramach działalności stowarzyszenia, którego jestem wiceprezeską, organizujemy imprezy sportowe i nie wyrabiam się ani z pracą, ani z załatwieniem formalności dla stowarzyszenia. Przychodzi więc to moje małe zło, siada za mną na fotelu i do upadłego powtarza: "Tutitu włącz" i w końcu włączam chociaż na chwilę bajkę, w której, jak to mój mąż mówi, "ufo robi kupę częściami", a którą nasz dwulatek uwielbia. Odgłosy zwierząt puszczane na telefonie z YouTube'a też słychać w domu częściej niż rzadziej.

Słodycze miały być kolejną rzeczą zabronioną, ale kiedy Marek miał 5 miesięcy mój brat nakarmił go lizakiem czekoladowym. No i ta czekoladowa przygoda trwa do dziś.

Takich rodzicielskich mądrości mogłabym wymienić jeszcze wiele. Miałam nie robić, a robię. Miałam być inna niż moja mama, a widzę w lustrze, że jestem kopią.

Najbardziej wstyd mi za to, że zanim "weszłam w posiadanie dzieci", mądrzyłam się, że maluchom trzeba tłumaczyć, a nie na nie krzyczeć. Pewnie dlatego dostaję czkawki za każdym razem gdy podnoszę głos na starszego syna. No niby tłumaczę, tłumaczę i po raz siedemdziesiąty tłumaczę, ale czasami już sobie nie umiem wytłumaczyć, że to jest tylko dziecko i krzyczę. A że charakterek mam wybuchowy, to zdenerwować mnie nie jest trudno.

Wnioski?
Nie chcę teraz mądrzyć się, jak wtedy, gdy dzieci nie miałam. Po dwóch latach rodzicielstwa doszłam do wniosku, że wszystko robione z umiarem może mieć dobry wpływ na dziecko. Nie ma u nas maratonów bajkowych. Telewizor mimo wszystko częściej jest wyłączony niż włączony, a z synem więcej czasu spędzamy na podłodze niż przed monitorem. Marek ma swoje ulubione bajki i chyba nic w tej chwili nie przebija "Maszy i niedźwiedzia", którą i my z mężem chętnie oglądamy, a opowiadane przez dziewczynkę bajeczki rozśmieszają nas do łez. Zupełnie naturalnie udało nam się też zaciekawić syna krótkimi filmami, z których uczy się angielskich słówek i zaczyna coś tam pod nosem powtarzać, a zachęcany przez nas, powtarza coraz głośniej i coraz częściej poprawnie.

Nauczona własnym doświadczeniem wiem już, że nieposiadanie dzieci sprawia, że naprawdę nic o rodzicielstwie nie wiemy. Czasami czytam fora internetowe, dyskusje na Facebooku i widzę, jak młode kobiety (ale też starsze), które nie mają dzieci, mądrzą się, jak ja jeszcze kilka lat temu. A przecież "rodzicielstwo trzeba poczuć", jak swojego czasu powiedział mi pewien Tomasz. Każde sądy wydawane pod adresem rodziców i dzieci można sobie między bajki włożyć, jeśli choć przez chwilę samemu nie było się rodzicem. Można być specjalistą w dziedzinie psychologii, anatomii, karmienia piersią, autoprezentacji, porządków domowych i organizacji pracy w największym przedsiębiorstwie, ale tylko matka lub ojciec zrozumieją, dlaczego nawet kilkumiesięczne dziecko buja się w bujaczku przed telewizorem. Bo kto z nas wie, jak w tej oazie spokoju (tak nasze domy i mieszkania wyglądają przecież na zdjęciach) wyglądała ostatnia noc i czego przez ząbkowanie, sraczkę (już nawet nie rozwolnienie), ból brzucha czy inną potrzebę bliskości mama lub tata nie zdążyli zrobić i próbują to wszystko ogarnąć podczas tej godziny z telewizorem i z czekoladą w rączce...


Przeczytałeś/aś? Zajrzyj na mój profil na Facebooku. Tam dzieje się więcej niż na blogu, a i można wygrać coś dla dziecka.
Trwa ładowanie komentarzy...