Karmisz? Głodzę!

© Urszula Łukaszewicz
Karmiłam syna 8 miesięcy. Tak naprawdę moje dziecko samo się odstawiło. Nie chciało w pewnym momencie ssać, a na widok piersi, ku mojej rozpaczy, zaczynało płakać. Uważam to za swoją największą rodzicielską porażkę, ponieważ chciałam karmić przynajmniej półtora roku, a nawet dłużej.

Karmienie piersią w XXI wieku w cywilizowanym kraju nadal jest tematem, o którym znaczna część społeczeństwa ma znikomą wiedzę. Nie jestem ekspertką w tej dziedzinie. Jedno mogę stwierdzić: należę do matek karmiących.



Karmiłam już w pierwszej dobie po porodzie. Mimo cesarskiego cięcia "na termin" nie miałam problemu z mlekiem. Nie miałam też większych nawałów, bywały za to momenty, kiedy ból sutków powodował, że nie chciałam karmić i ściągałam mleko. To sprawiło, że mleka, w moim mniemaniu, było za mało, dlatego wróciłam do przystawienia do piersi. Po 5 miesiącach syn odmówił ssania. Ściągałam więc przez trzy kolejne miesiące pokarm i podawałam z butelki. Po siódmym miesiącu życia mojego syna chciałam przestać, jednak syn zachorował i stwierdziłam, że będę kontynuować, aż wyzdrowieje, żeby chronić brzuch przed skutkami antybiotykoterapii.

Nie chodzi jednak o samo karmienie, ale o dyskusje na ten temat. Ileż razy słyszałam: "Karmisz?", "Dlaczego nie karmisz?", "Po co tak długo karmisz?", "Skąd wiesz, czy dziecko się najada, jak nie wiesz, ile zjadło?", "Nie łatwiej dać butelkę?", "Dlaczego przestałaś karmić?", "Ile razy na dobę karmisz?", "Je, kiedy chce?", "wiesz, że po pół roku pokarm jest niewartościowy?"... Miałam ochotę zawsze odpowiedzieć: "Głodzę!", "bo tak, bo tak, bo tak!".

Karmienie piersią lub mlekiem modyfikowanym to wybór matki. Uważam, że nie powinno się w to ingerować. Można uświadamiać, edukować, zachęcać, ale nie na siłę namawiać lub zniechęcać. Nikogo, oprócz lekarza pediatry (ewentualnie ginekologa lub innego przepisującego jakieś lekarstwa) nie powinna ta sprawa interesować. Nie chcę się wymądrzać na temat wygody karmienia jednego lub drugiego, plusów i minusów. Chcę jasno powiedzieć: "moje cycki, moje dziecko, mój biznes". Nie jestem przeciwniczką karmienia mlekiem modyfikowanym, nie jestem sfiksowana na karmienie piersią, nie popieram też akcji "cyce na ulice", czy jakkolwiek inaczej brzmi to hasło. Nie uważam też, że w Polsce karmienie jest trudne. Zawsze, nawet w galerii handlowej bez pokoju dla mamy z dzieckiem, umiałam sobie poradzić. Bardziej wkurzające od braku specjalnego miejsca do karmienia w miejscach publicznych jest dla mnie brak przewijaków (na przykład w znacznej części restauracji).

Nie zdarzyło mi się, aby ktoś patrzył na mnie krzywo z powodu karmienia piersią. Miałam natomiast wątpliwą przyjemność przewijania niemowlaka na parapecie w restauracji, bo toaleta była w piwnicy i nie było szans się w niej ogarnąć(pozdrawiam indyjską restaurację w Zielonej Górze). Na szczęście personel wyrozumiały. Wie, że dziecko ma swoje prawa. Karmiłam za to w szkole podstawowej podczas konkursu, karmiłam na ulicy, karmiłam w restauracji, karmiłam w domu podczas różnych uroczystości i domówek, karmiłam podczas odwiedzin u znajomych lub rodziny. Zazwyczaj miałam ze sobą chustę lub szal (awaryjnie pieluchę), którymi mogłam się zasłonić na tyle, żeby dziecku nie było ciemno, a zarazem, żeby było widać jak najmniej. Ubierałam się tak, aby karmienie było jak najbardziej wygodne dla mnie i żeby rozbieranie nie trwało zbyt długo. Starałam się, żeby nikt nie czuł się skrępowany, bo nie ma, moim zdaniem, potrzeby stawiać kogoś w niezręcznej sytuacji. Nie każdy ma dzieci, nie każdy chce oglądać mało atrakcyjne (zwłaszcza na początku przygody z karmieniem) piersi obcej kobiety, a tym bardziej bratowej, szwagierki, koleżanki, czy żony kolegi. Wiem, wiem. Karmienie piersią to coś innego niż odsłanianie biustu w innej sytuacji. Dla mnie nie. Dla mnie gołe cycki to gołe cycki. Po prostu.

Nie rozumiem ani pompowania na siłę akcji uświadamiających o zaletach karmienia piersią, ani agresywnych reklam mleka modyfikowanego. Uważam, że i jedne i drugie robią wiele złego. Część kobiet, ta najbardziej nieświadoma, i tak nie zrozumie, dlaczego karmienie piersią jest dobre dla dziecka, a część, która z różnych względów karmić nie może, pewnie czuje się dodatkowo przybita atakami matek-nawiedzonych karmicielek. Moje dziecko od 9 do 12 miesiąca (w przybliżeniu) jadło mleko modyfikowane. Nie zauważyłam u niego rewolucji żołądkowych, nie oddaliliśmy się też od siebie, syn rozwija się prawidłowo, nie jest grubasem, nie jest chudziną. Dziś już mieszanek nie podajemy. Syn je chętnie kaszę mannę - często (z wygody) taką dla dzieci, czasami (szczególnie u babci) taką prawdziwą gotowaną na mleku.

Często mam wrażenie, że kobiety, pytając o karmienie piersią inne kobiety, chcą się usprawiedliwić lub postawić wyżej od innych. Ja uważam, że każda matka wychowuje swoje dzieci najlepiej jak potrafi i na pewno karmienie piersią nie wpływa na to, czy rodzicielstwo jest lepsze czy gorsze. Więź z dzieckiem można nawiązać na wiele sposobów, nie tylko uwieszając sobie niemowlę przy cycku i karmienie kilkanaście godzin na dobę.
Trwa ładowanie komentarzy...